Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/pod-wysylac.polkowice.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- To byłoby nierozsądne.

- Ciii - nie pozwolił jej dokończyć. - Choć raz zapomnijmy o obowiązkach. Proszę...

- To byłoby nierozsądne.

- Tędy - mruknął, prowadząc ją przez dziedziniec. - Już prawie jesteśmy w domu.
wymienił z Alekiem ironiczne spojrzenie.
pawilonie! Nie posłuchali mnie, jak zawsze. Schowaj się gdzieś, póki się ich nie pozbędę. Nie
widzę w nim nikogo innego – wzruszył ramionami. – Nie mógłbym być z nim w
potem energicznie stuka do drzwi.
- Nie chciałam robić ci kłopotu. Poza tym lubię czasem tak po prostu sobie pochodzić i spokojnie pooglądać.
- Sądziłem, że jestem w ogrodzie sam.
Becky wiedziała, że Alec z trudem panuje nad sobą. Prawie nie spał w nocy, krążąc w
Oczywiście książę, jak to na księcia przystało, musi być opiekuńczy, ale także trochę
opowiesz mi wszystko dokładnie. Spróbuj mi zaufać.
edukacji, no i w ten sposób zostałyśmy szczurami lądowymi. Mama była dla mnie bardzo
- A więc trzeba mu zabrać to, co najcenniejsze - rzekła wolno. Jej serce waliło jak oszalałe, w skroniach boleśnie pulsowało, żołądek podchodził do gardła. Jednak kiedy się odezwała, głos miała pewny i chłodny jak stal. - Jego dzieci?
podejrzliwym spojrzeniem, powiedział jednak tylko:
- Dlaczego nie teraz? Za kwadrans pójdzie się kąpać w morzu...

Wychodzę z pracy, jadę prosto do domu, zrzucam zdjęcie O1ivii z aparatu na komputer,

Musnął kciukiem jej żebra, pocałował czubki piersi i napawał się jej widokiem. W końcu
Zastanawiała się przez chwilę, czy go nie uwieść tu i teraz, ale wiedziała, że będzie ją
jakiś czas wstawała od stołu, żeby zadzwonić do opiekunki, która została z jej synkiem, i na
– Ciekawe, skąd wiem, że tego pożałuję? – Milczała przez chwilę, jakby rozważała różne
policję.
- Sayonara - powiedziała cicho Atropos. Na drugiej połówce zdjęcia Josh stał sam, w ręku trzymał drinka. Niedługo. Ciach! Spieniony koktajl zniknął i, och, dłoń też. Jaka szkoda! Ale Josh wciąż się uśmiechał. Ach, ten szeroki, seksowny, zniewalający uśmiech. Ciach! Uśmiech zniknął. Głowa Josha opadła na podłogę i dołączyła do pozostałych części ciała. A co z jego kutasem? O, to najważniejsza część! Nie można jej zostawić. Ciach! Nie ma. Nogi i krocze zostały zgrabnie oddzielone od tego, co pozostało z Josha - od nagiej, owłosionej klatki piersiowej i szyi. Nie wyglądał zbyt pięknie. Już nie. Teraz dołączył do innych. Spojrzała na swoje dzieło, duże drzewo genealogiczne przykryte plastikową szybką. Drzewo rodowe Montgomerych. Wszyscy członkowie rodziny zostali umieszczeni na rozrośniętych gałęziach drzewa. Byli wśród nich i ci, którzy zdążyli się już rozwieść, i nieślubne dzieci, i wszyscy, którzy wżenili się w rodzinę. Tak jak Bandeaux. Przy niektórych gałęziach widniały fotografie. Przedstawiały tych, którzy spotkali się już ze swym przeznaczeniem. Ostrożnie zdjęła tablicę ze ściany, położyła na biurku. Z zamykanego na suwak futerału wyjęła śrubokręt i odkręciła ramkę. Zdjęła plastikową szybkę i obok imienia Josha położyła to, co pozostało z jego zdjęcia - owłosioną klatkę piersiową. Znalazła jego nić życia... precyzyjnie splecione czerwone i czarne nitki, odmierzone przez jej siostrę Lachesis. Atropos przykleiła nić delikatnie do pnia drzewa i poprowadziła wzdłuż od-powiedniej gałęzi... uschniętej gałęzi, należącej do Josha tylko dlatego, że udało mu się wżenić w rodzinę Montgomerych. Spojrzała na swoje dzieło. Wspaniałe. Josh Bandyta Bandeaux nigdy nie wyglądał lepiej. Rozdział 9 Gdy Caitlyn wróciła do domu, dziennikarze koczowali pod drzwiami. Skręcając w uliczkę za domem, zauważyła reportera i kamerzystę siedzących w białej furgonetce i palących papierosy. Właśnie włączyły się latarnie, zapadał zmierzch, a oni wciąż na nią czekali. Boże, co za dzień! Z każdą minutą coraz gorszy. W bocznym lusterku zobaczyła, jak gaszą papierosy i otwierają drzwi samochodu. Świetnie. Caitlyn nacisnęła pilota od garażu, skręciła i czekała, aż brama się otworzy. - Szybciej, szybciej - zaczęła ponaglać powolny mechanizm, gdy zobaczyła, że uliczką pędzi w jej kierunku dziennikarz. Gdy brama podniosła się na tyle, żeby wjechać, nie rysując dachu, Caitlyn nacisnęła pedał gazu. Lexus wyrwał do przodu. Wyłączyła silnik i znów nacisnęła pilota. Brama zaczęła opadać, ale reporter, wysportowany mężczyzna o kwadratowej szczęce, z nieprawdopodobnie gęstą czupryną, szybko wszedł do garażu i postawił nogę na linii czujnika, blokując bramę. - Pani Bandeaux, jestem Max O’Dell z WKAM - powiedział.
kęsami spisywał numery rejestracyjne samochodów, które sfotografował w San Juan
całe popołudnie siedział w pokoju, uwięziony między laptopem a telewizorem, i chłonął
niej kotka, Księżniczka.
– Na przykład?
mieście i okolicy. Przecież przeżył tu szmat życia.
umywalki.
dalej szczupły biegacz odpoczywał pochylony, z dłońmi na kolanach. Dalej, bliżej krańca,
Ich romans był burzliwy, namiętny i skończył się gwałtownie, bo Bentz poznał Jennifer.
ukrywał przed kolegami. Gdyby to wyczuli, nie daliby mu spokoju. Wiedział, co go teraz

©2019 pod-wysylac.polkowice.pl - Split Template by One Page Love